Blog

Rejsy


Jak przygotować się do rejsu morskiego

14.02.18, 12:00

Drogi Żeglarzu, Droga Żaglówko (to nowoczesna żeńska forma słowa „żeglarz”), a więc decyzja została podjęta. Płyniesz na rejs morski. Gratuluję! Pytasz jak to będzie wyglądało? Dopiero teraz? Po podpisaniu umowy, wzięciu urlopu i wpłaceniu zaliczki?

Nic straconego, przeżyjesz rewelacyjną przygodę, zaufaj mi!


Godzina zero

Wybiła godzina zaokrętowania. Twoja torba, spakowana jak należy (tu link do artykułu o pakowaniu), czekająca od paru dni w przedpokoju i złośliwie podsuwająca się pod nogi potykających się o nią domowników, teraz stoi obok Ciebie na nabrzeżu. Ty, czując zew przygody i morskie powietrze w płucach, rozglądasz się czujnie po marinie w poszukiwaniu jachtu, który na tydzień stanie się Twoim domem. Znajdujesz go bez problemu. To ten, na którym powiewa biały proporzec z niebieskim napisem „Kubryk”.

 

  

 

W przypadku rejsu zagranicznego, kierowca podwiezie Cię prawie pod sam jacht. W dużych marinach, takich jak Świnoujście czy Gdańsk, możesz pójść do biura lub bosmanatu i zapytać gdzie stoi jacht Kubryka. Jest on zwykle zacumowany w taki sposób, że nie będziesz miał problemu z wniesieniem na niego swojego bagażu. Wypisana na dziobie i rufie nazwa jachtu wskazuje, że trafiłeś dobrze. Pokonując tremę pukasz w burtę i wołasz jacht po nazwie. Ze środka słychać odgłosy zbliżającej się do zejściówki istoty, która po chwili wychyla swoją głowę na zewnątrz. Okazuje się, że to kapitan, który w trakcie rejsu będzie Twoim ojcem i matką, opiekunem i kompanem, nauczycielem i towarzyszem podróży. To on zadba o Twoje bezpieczeństwo na morzu i nauczy Cię wszystkiego, czego będziesz potrzebował, aby bezpiecznie i czerpiąc niemałą frajdę zostawić za sobą paręset mil morskich.

 


 

„Do stu beczek marynowanych śledzi, toż to kolejny lądowy szczur, który chce zostać wilkiem morskim!” wita Cię tradycyjnym żeglarskim pozdrowieniem kapitan. Nie przejmujesz się, gdyż wiesz, że aby zostać kapitanem w Kubryku, oprócz posiadania solidnej wiedzy i doświadczenia żeglarskiego, należy przejść rygorystyczne badania sprawdzające poziom poczucia humoru.

Z nadzieją patrzysz w doświadczone oczy kapitana, który silnie potrząsa Twoją prawicą, serdecznie zapraszając Cię na swój statek. Znosisz swoje bagaże do mesy. Tam dowiadujesz się, które kabiny i koje są jeszcze wolne, a które zajęły już pary płynące na rejs razem. Wybierasz więc tą najwygodniejszą, w której czeka na Ciebie świeża pościel i tam ształujesz swoje rzeczy. Wiesz, że jacht płynący na żaglach będzie się przechylał i kołysał na fali, więc układasz je tak, aby po pierwszym bujnięciu samoczynnie nie zaczęły podróży po całej kabinie. Poznajesz też resztę okrętującej się załogi. Gdy wszyscy się już rozpakują i pochowają do bakist swoje torby, siadasz w mesie wraz z resztą załogi. Kapitan wita Cię oficjalnie na pokładzie i rozpoczyna szkolenie załogi.

 
 
 

Statkowe ABC - czyli co z czym i jak

Dowiadujesz się, że na statku musi panować porządek. Wszystkie rzeczy mają swoje miejsce żeby, w razie potrzeby, były natychmiast dostępne. Muszą być też odpowiednio zaształowane, żeby nie poruszały się samoczynnie na przechyłach. Drzwi na jachcie należy zamykać na klamkę lub blokować haczykiem w pozycji otwartej. Progi będziesz przekraczał pochylając głowę, aby nie uderzyć się w ościeżnicę. (przyp. red. Tylko gdy masz powyżej 185 cm wzrostu). Drzwiczki szafek także powinny być zawsze zamknięte i zablokowane tak, aby się nie otwierały, a rzeczy ze środka nie wypadały. Przed każdymi manewrami i w trakcie żeglugi musisz upewnić się, czy wszystkie bulaje są na pewno zamknięte. To ważne, bo noga wpadająca do otwartego bulaja w trakcie manewrów albo słona morska fala wlewająca się na Twoją koję nie należy do „dobrej praktyki morskiej”.

Kapitan omawia także obsługę kambuza, czyli statkowej kuchni. Przypomina, że gazu należy pilnować. Pokazuje jak zapalać i gasić palniki, a jak piekarnik. Wskazuje też umiejscowienie zaworu, który w razie potrzeby pozwoli odciąć dopływ gazu do kuchenki. Zwykle znajduje się on w szafce ponad blatem w kambuzie. Pełna butla gazu starcza w normalnych warunkach na około tydzień żeglugi. Przez ilość i jakość jedzenia, które zapewnia Kubryk wymieniamy je częściej, bo ciągle coś gotujemy albo podjadamy. Dowiadujesz się też, że jacht posiada zbiorniki z wodą słodką, które należy uzupełniać przed każdym wyjściem w morze. Te kilkaset litrów może z powodzeniem wystarczyć do przygotowania posiłków oraz korzystania ze statkowych pryszniców przez załogę, lecz istnieją załoganci, którzy potrafią zużyć 200l wody na zmywanie po obiedzie. Ty już wiesz, że wody można używać, aczkolwiek należy robić to z głową, a więc oszczędnie. Dobrą wiadomością jest to, że na jachcie jest bojler podgrzewający wodę. Ciepła woda jest dostępna zawsze kilkanaście minut po podłączeniu jachtu do prądu lub gdy silnik popracuje około pół godziny.

 

 

 

Tam, gdzie król piechotą chodzi

Naturalną koleją rzeczy jest kolejny etap szkolenia, którym jest obsługa kingstona, czyli jachtowej toalety. Kapitan zaprasza kolejnych załogantów na wycieczkę w to ustronne miejsce. Gdy nadchodzi Twoja kolej, dowiadujesz się jak wygląda obsługa ręcznej pompki do kingstona. Patrząc na niewielką muszlę i wyobrażając sobie realia wejścia do kingstona w trakcie żeglugi dochodzisz do wniosku, że niezależnie od tego z jakim zamiarem poszedłeś na stronę, to zawsze lepiej usiąść. Po wszystkim przestawiasz zawór w lewą stronę i rozpoczynasz pracę pompką. Twoja-moja, góra-dół. Woda pobierana zza burty spłukuje muszlę. Wykonujesz parę dodatkowych ruchów, aby upewnić się, że wszystko, co zostawiłeś za sobą bezpowrotnie zniknęło i nie będzie chciało wrócić. Potem przestawiasz zawór w prawo i wypompowujesz wodę. Pompka da sobie radę z tym co przeszło przez Twoje usta co najmniej raz. Jeżeli wrzucisz do muszli za dużo papieru toaletowego lub cokolwiek innego… Cóż, kapitan na pewno nie będzie zadowolony musząc odtykać kingston, a atmosfera panująca na jachcie może się znacząco pogorszyć. Dowiadujesz się także gdzie jest przycisk pompy zęzowej, która wyssie wodę z kabiny prysznicowej po Twojej kąpieli.

Przenosisz się z powrotem do mesy. Kapitan opowiada teraz o środkach ratunkowych i asekuracyjnych. Omawia pirotechnikę i działanie kamizelki pneumatycznej. Musisz pamiętać, aby dopasować jej rozmiar do siebie tak, żeby dobrze przylegała, ale nie była za ciasna. Wąsy, służące do przypinania się do life-liny rozciągniętej na pokładzie od dziobu do rufy lub do innych, stałych elementów jachtu nosisz tak, aby metalowe karabińczyki nie uderzały w drewniane lub plastikowe części jachtu i uważając, żeby o nic się nimi nie zaczepić. Jesteś spokojny, bo wiesz, że taki wąs wytrzymuje spore obciążenie, więc jest w stanie skutecznie Cię asekurować. Kapitan mówi, że w razie, gdyby ktoś nie przypięty wpadł do wody, kamizelka uruchomi się błyskawicznie. Uspokojony wychodzisz do kokpitu, gdzie dowiadujesz się, w którym miejscu mieszka tratwa ratunkowa i jak ją obsługiwać. Zauważasz też koło ratunkowe przywiązane linką do jachtu i zawieszone w pokrowcu na rufie.

 
 

 

 

Desant, knaga, odbijacz

Upewniony co do własnego bezpieczeństwa, słuchasz jak kapitan opowiada o sterowaniu, trzymaniu kursu, stawianiu i zrzucaniu żagli oraz pracy odbijaczami i cumami. Wiesz, że ruchy sterem należy wykonywać łagodnie i oprócz patrzenia na wskazania kompasu, trzeba też rozglądać się dookoła. Pracując cumami przekładasz je pod koszem dziobowym lub rufowym i zahaczasz o knagę. Pięć najważniejszych węzłów (knagowy, ratowniczy, cumowniczy żeglarski, wyblinka i płaski) oraz buchtę (sposób klarowania, porządkowania liny) będziesz miał okazję ćwiczyć przez cały rejs. Przy każdym manewrze w porcie, oprócz obsługujących cumy, potrzebny jest też desant oraz osoba z odbijaczem manewrowym. Desant ma za zadanie zejść z jachtu, gdy jacht zatrzyma się przy kei i obłożyć cumy na polerach lub innych urządzeniach cumowniczych znajdujących się na kei. Zwracasz uwagę na to, że kapitan podkreśla słowa „zejść” i „gdy jacht zatrzyma się przy kei”. Bicie osobistego rekordu w skoku w dal z kołyszącego się jachtu na prawdopodobnie śliską i również ruchomą keję nie jest dobrym pomysłem. Każda taka nieodpowiedzialna akcja w Twoim wykonaniu, to jeden dodatkowy siwy włos w brodzie Twojego ulubionego kapitana. Dbaj o niego proszę i oszczędź mu niepotrzebnego stresu. Pamiętaj o zasadzie „jedna ręka dla Ciebie, a druga dla jachtu”, która przypomina Ci o tym, że zawsze należy się czegoś trzymać. Osoba obsługująca odbijacz manewrowy ma równie odpowiedzialne zadanie. Czasami w trakcie manewrów kapitan będzie potrzebował oprzeć się jachtem o keję. Żeby nie uszkodzić statku poprosi Cię o umieszczenie odbijacza manewrowego pomiędzy burtą, a nabrzeżem. To ważne, abyś kontrolował wysokość, na której znajduje się odbijacz i odpowiednio dobrał miejsce, w którym go przytrzymasz. Masz bardzo odpowiedzialne zadanie, gdyż to od Ciebie zależy, czy burta Twojego jachtu pozostanie gładka i lśniąca. Kapitan przed manewrami wszystko Ci wytłumaczy.

Szkolenie zmierza do końca, gdy kapitan zaprasza załogę z powrotem do mesy i omawia sposób wypełniania dziennika jachtowego, nanoszenia pozycji na mapę oraz pokazuje do czego służą bezpieczniki na GTRce (Głównej Tablicy Rozdzielczej). Zwykle to on będzie ją obsługiwał, woli mieć pewność, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeżeli chcesz coś zmienić samodzielnie poproś go, a on chętnie pozwoli Ci to zrobić. Będzie czuł się spokojniej mogąc Ci w tym towarzyszyć. Dowiadujesz się, że na jachcie są dwa oddzielne układy elektryczne. Jeden jest taki, jak masz w domu. Prąd zmienny o napięciu 230V jest w gniazdkach wtedy, gdy jacht jest podłączony kablem do słupka z prądem przy kei. Można ładować telefony, uruchamia się grzałka bojlera i prostowniki ładujące akumulatory. Drugi układ jest podobny do tego w samochodzie. Prąd stały o napięciu 12V zmagazynowany w akumulatorach pozwala na pracę pompy wody, pompy zęzowej, radia UKF, GPSu, świateł nawigacyjnych, oświetlenia kabin, lodówki itp. Pojemność akumulatora jest ograniczona, więc prąd, tak jak i wodę, należy oszczędzać. W razie potrzeby kapitan uruchomi silnik, a alternator doładuje akumulatory.

 
 

WIELKA MORSKA PRZYGODA
czyli o wachtach, chorobie morskiej i zachodach słońca

Napełniony ogromem nowej wiedzy konstatujesz iż przyszedł czas na przerwę w szkoleniu. To jest właściwy moment, by przy kawie, herbacie i słodkiej niespodziance przygotowanej przez Kubryk zadać kapitanowi pytania, rozwiać nurtujące wątpliwości, doprecyzować interesujące Cię kwestie czy po prostu porozmawiać z załogą. W zależności od kapitana, na którego trafisz dalsza część dnia wygląda różnie. Jedni kapitanowie pozwalają w dniu zaokrętowania odpocząć załogom po trudach podróży i organizują tak zwane zajęcia integracyjne, w trakcie których załoga zżywa się i poznaje. Inni ogłaszają czas na pożegnanie z lądem, który możesz wykorzystać na wzięcie prysznica w marinie czy pójście do sklepu. Gdy załoga się zbierze, ruszacie w morze już pierwszego wieczoru.

Gdy przyjdzie czas na pierwsze manewry, kapitan zbierze całą załogę w kokpicie, upewni się, że wszyscy są na pokładzie i dokładnie omówi cały manewr wraz z przydzieleniem konkretnych ról każdemu załogantowi. To jest moment na Twoje pytania dotyczące manewru i Twojej roli w jego trakcie. Zadaj je teraz, bo potem nie będzie na to czasu. Zanim jednak pierwsza cuma zostanie oddana, załoga musi przygotować jacht do drogi. Jedni uzupełnią zbiorniki wody słodkiej, inni wyrzucą śmieci z jachtu, jeszcze inni odłączą i sklarują kabel, którym jacht jest podłączony do prądu. Kiedy wszystko jest już gotowe, kapitan uruchomi silnik i rozpocznie manewry. Pamiętaj, że niezależnie od tego jak doświadczony jesteś, kapitan ma swoją koncepcję manewru, którą będzie realizował. Jeżeli masz jakieś wątpliwości lub pytania, odłóż je na później. Kapitan chętnie wytłumaczy Ci dlaczego manewr zaplanował akurat w taki sposób. Teraz jednak dokładnie wykonuj jego polecenia. Kiedy cumy zostaną oddane, a jacht odejdzie od nabrzeża kapitan zarządzi klar morski. Oznacza to, że wszystkie cumy należy zbuchtować i schować do bakisty, a odbijacze zdjąć ze sztormrelingu i schować do forpiku albo achterpiku. Po manewrach załoga siada w kokpicie, aby nie ograniczać sternikowi widoczności. Tak zaczyna się Twoja wielka, morska przygoda.

Aby zorganizować i uporządkować życie na statku załoga jest podzielona na wachty. W zależności od ilości osób oraz kapitana są to najczęściej cztery dwuosobowe wachty lub trzy wachty po trzy lub dwie osoby. W przypadku mniejszych jachtów, spotykane są trzy dwuosobowe wachty lub przy pięciu osobach wachty rotacyjne. Istnieje wiele systemów wachtowych. To od kapitana zależy, który z nich wprowadzi na statku. Wachta oznacza również obowiązki, które będziesz wypełniał. W trakcie wachty nawigacyjnej, trwającej zwykle cztery godziny będziesz, wraz ze swoim współwachtowym prowadził statek. Sterowanie, pilnowanie kursu, wyznaczanie pozycji na mapie, dokonywanie wpisów w dzienniku jachtowym, obserwacja morza dookoła jachtu – to będą Twoje obowiązki. W razie, gdybyś czegoś nie wiedział lub potrzebował wsparcia zawołaj kapitana. Nawet jeżeli śpi lub właśnie się położył. Kapitan wychodzi z założenia, że lepiej żebyś go zawołał sto razy za dużo niż o jeden raz za mało. Gdy skończysz swoją wachtę nawigacyjną będziesz miał czas na odpoczynek. Nawet jeżeli przypadnie Ci w udziale wachta kambuzowa. To w jej trakcie będziesz przygotowywał posiłki reszcie załogi i zmywał naczynia. Wachta kambuzowa jest rotacyjna, więc każdy będzie coś gotował. W połączeniu z doskonałym zaopatrzeniem zapewnionym przez Kubryk daje to duże możliwości w kwestii kulinarnej inwencji twórczej.

 
 
 
 
 
 
 
 

W trakcie rejsu będziesz żeglował również w nocy. Może Ci się trafić możliwość obejrzenia romantycznego zachodu oraz pięknego wschodu słońca. Jeżeli noc będzie bezchmurna, obejrzysz niezliczone ilości gwiazd, które doskonale widać na środku morza. Daleko od lądu nie ma zanieczyszczenia światłem, które powoduje, że mniejsze lub bardziej oddalone gwiazdy są niewidoczne. Być może w trakcie Twojej wachty będzie padał deszcz. Nie obawiaj się go, bo na jachcie są sztormiaki, które możesz używać w trakcie rejsu. Sztormiak zabezpieczy Cię przed deszczem i wiatrem. Pamiętaj tylko, żeby go wysuszyć gdy tylko będzie taka możliwość. W trakcie trudniejszych warunków pogodowych, gdy wiatr będzie silny i wybuduje się duża fala, możesz dostać choroby morskiej. O tym już niedługo pojawi się oddzielny artykuł. Nie przejmuj się nią zbytnio, przechodzi ją zdecydowana większość żeglarzy. To jednak mała cena za frajdę, którą daje żeglarstwo morskie. Jeżeli pogoda będzie sprzyjająca, może namówisz kapitana na postój i kąpiel w morzu? Możliwość popływania wokół jachtu stojącego na kotwicy w urokliwej zatoczce to wspaniały przerywnik podróży. Takich rzeczy robimy w trakcie rejsu całe mnóstwo!

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A już po kilku dniach

Kiedy po tygodniowym rejsie wpływasz do ostatniego portu wiesz już doskonale sam, co robić. Siadasz w kokpicie, a kapitan omawia manewr. Wywieszasz odbijacze, przygotowujesz cumy. Kapitan podchodzi jachtem do kei, a wyszkolona załoga praktycznie samodzielnie cumuje. Słowa kapitana „tak stoimy” oznaczają koniec manewrów. Automatycznie podłączasz jacht do prądu, gdy ktoś uzupełnia słodką wodę w zbiornikach, a inny wynosi śmieci. Zgrana w trakcie tygodniowego rejsu załoga doskonale zna swoje obowiązki i wypełnia je bez zarzutu. Kapitan idzie zapłacić na postój jachtu w marinie. Gdy wraca zarządza przygotowanie do Wieczoru Kapitańskiego, czyli pożegnalnej kolacji. To ostatni, nie licząc śniadania następnego dnia, wspólny posiłek całej załogi. Najczęściej już od rana snute są plany dotyczące menu kolacji i potraw, które zostaną na niej zaserwowane. Złośliwi twierdzą, że jest to kolacja „na winie”, bo kuk bierze to, co mu się nawinie i z tego przygotowuje posiłek. Kapitan chętnie dokupi świeże produkty, potrzebne do podniesienia ostatniej wieczerzy do odpowiednio wysokiej rangi. Załoga także często udaje się do sklepu, jednak nie przynosi ze sobą ani warzyw ani owoców. Niezależnie od tego, czy na kolację będą dania z grilla, tajska potrawka czy pieczone ziemniaki, czas będzie wypełniony wspomnieniami przygód ostatnich dni i snuciem dalszych planów rejsowych. Wymieniasz się kontaktami z załogą oraz udostępniasz zrobione przez siebie w trakcie rejsu zdjęcia. Chciałoby się przedłużyć ten magiczny czas Wieczoru Kapitańskiego.

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Rano, już po śniadaniu i klarze osobistym, pakujesz swoje rzeczy do torby. Wydaje Ci się, że rejs minął zbyt szybko, że zaledwie przed chwilą przyniosłeś torbę i powinieneś ją raczej rozpakowywać niż zabierać ze sobą do domu. Przecież jest już po śniadaniu, kapitan na pewno ma aktualną prognozę pogody, więc Ty chcesz iść uzupełniać wodę słodką, odłączać prąd i przygotowywać się do manewrów! Tak, to jest jeden z powodów, dla którego wielu świeżo upieczonych morskich wilczków, takich jak Ty, wraca na pokłady jachtów morskich albo nawet, jeżeli jest taka możliwość, zostaje na kolejny rejs. Ty jednak musisz wracać. Zdajesz kapitanowi swoją pościel, odkładasz swoją kamizelkę pneumatyczną na koję, składasz wysuszony i wywietrzony sztormiak. W trakcie ostatniego zebrania załogi kapitan wręcza każdemu opinię z rejsu. To jednocześnie pamiątka i informacja o tym jakim jachtem i ile czasu pływałeś oraz które porty odwiedziłeś. To także oficjalne potwierdzenie Twojego stażu morskiego, które będzie Ci potrzebne, jeżeli będziesz ubiegał się o kolejne stopnie żeglarskie. Warto także mieć książeczkę żeglarską. To mały pamiętniczek, w którym kapitan również dokonuje wpisów po każdym rejsie. Dzięki niemu, wszystkie swoje rejsy masz spisane w jednym miejscu. Po latach jest to niezastąpiona pamiątka.

„Niech mnie dorsze chłoszczą, żółtodziobie! A jednak przeżyłeś i chcesz więcej!” mówi do Ciebie kapitan. „Zew morza jest silny. Jak kogoś chwyci, to już nigdy nie puszcza”. Ty wiesz, że kapitan ma rację. Faktycznie czujesz niedosyt. Jest przecież tyle nowych miejsc do zobaczenia, tyle nieznanych lądów do odkrycia, tyle portów do odwiedzenia. Wiesz, że na pewno wrócisz na morze, na przyjazne pokłady jachtów Kubryka.



 
 

Miłosz Wawrzyniec Romaniuk
tekst z 05.02.2018 r.

Miłosz jest kapitanem Kubryka od pięciu lat. Prowadzi intensywne rejsy po Morzu Bałtyckim i Morzu Północnym. Jest znany z tego, że żegluje intensywnie, odwiedza masę portów i ćwiczy z załogami niezliczoną liczbę manewrów.

 
 

Podobne wpisy

Zobacz wszystkie »

Czy tak musi bujać? O chorobie morskiej słów kilka.

Choroba morska. Pojawia się w każdej opowieści żeglarskiej. Pojawia się w każdej rozmowie przed rejsem. Czy jest się czego bać? Czy jest skuteczny na nią sposób? Z chorobą morską rozprawia się nasz skipper - Miłosz Romaniuk.