Gdy przyjaciele i znajomi pytają nas o to, gdzie popłynąć z rodziną w pierwszy rejs po morzu, moja odpowiedź jest jedna. Grecja, Ateny, Zatoka Sarońska i bliskie jej okolice. Nie spotkałem jeszcze osoby, która po powrocie nie była zachwycona. Jeśli Ty też chcesz się wybrać w taki rejs, łap nasze wskazówki i podpowiedzi.
Po Zatoce Sarońskiej i jej bliskich okolicach żeglowałem wiele razy -z rodziną, ze znajomymi, z klientami. Jakiś czas temu dobry kolega poprosił mnie o kilka wskazówek przed jego pierwszym rejsem z Aten. Opisałem mu moje ulubione miejscówki, najlepsze miasteczka do cumowania, idylliczne zatoczki na day-stopa i sprawdzone knajpki. Teraz dzielę się tym z Wami.
Osobiście nie lubię pierwszego dnia rejsu. Podróż na lotnisko, lot, transfer do mariny, a na deser… zakupy prowiantu na tygodniowy rejs dla kilku osób. Jednak w rejsie zaczynającym się z Aten można wszystko zorganizować naprawdę bardzo sprawnie.
Lot, transfer, zakupy – to w Atenach wyjątkowo proste
Jak dolecieć do Aten?
Bezpośrednie loty do Aten, w soboty, w sezonie 2026 odbywają się 5 razy dziennie. Lot trwa niecałe 2,5 godziny.
Warszawa, LOT 09:20 – 13:00
Warszawa, LOT 14:20 – 18:05
Warszawa, Aegean 18:25 – 21:25
Katowice, RyanAir 12:15 – 15:40
Kraków, RyanAir 11:25 – 14:45
Jeśli planujecie przylecieć wieczornym samolotem, armator zostawi Wasz jacht otwarty. Zaokrętujecie się sami, a oficjalny check-in odbędzie się w niedzielę rano.
Możecie również pomyśleć o locie do Aten w piątek. Da Wam to sposobność zwiedzenia w sobotę przed południem Akropolu, zobaczenie unikalnej zmiany warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza i dotarcia do mariny około 16tej, akurat na odbiór jachtu.
Jak dostać się do mariny?
Z lotniska w Atenach do Mariny Alimos, z której rozpoczyna się większość czarterów, jest 45 kilometrów. Możecie pojechać autobusem X96, który kursuje bezpośrednio z lotniska, co 20-30 minut, przez całą dobę. Bilet (6€ dorosły, 3€ dziecko) można kupić w automacie. Czas podróży to około 60 minut. Przystanek autobusu na lotnisku znajduje się tuż przy wyjściu z terminala. Przystanek przy Marinie Alimos nazywa się EDEM i znajduje się 350 metrów od pierwszych pomostów w marinie. Idąc do mariny kierujcie się na żółtą stację benzynową Shell.
Szybszym i wygodniejszym sposobem dotarcia do mariny jest zamówienie prywatnego transferu. O umówionej godzinie kierowca czeka na Was na lotnisku i wiezie bezpośrednio pod wybrany pomost w marinie. Czas przejazdu to 40-50 minut. Cena takiego transferu to 63€ do 4 osób, 108€ do 8 osób i 162€ do 12 osób. Transfer możecie zamówić online u naszego partnera WelcomePickups.
Wygodne zakupy na rejs!
Zazwyczaj, po dotarciu do mariny, skipper wpada w wir przejmowania jachtu, a załoga idzie na wielkie zakupy. I pewnie mało jest osób, którym sprawia to frajdę. Dlatego podpowiadam jak zakupy ogarnąć bez jednej kropli potu. Od lat korzystam ze sklepu internetowego e-Fresh.gr, który ma wygodną stronę internetową (po angielsku), szeroki wybór produktów, normalne ceny i dostawę bezpośrednio na jacht w ustalonych 2-godzinnych przedziałach czasowych. Kilka dni przed rejsem składacie zamówienie, ustalacie godzinę dostawy, płacicie online i czekacie, aż kurier postawi pod rufą jachtu skrzynki z prowiantem. Wygodniej się już nie da.
Jedyną trudnością w obsłudze strony sklepu jest wskazanie adresu dostawy. Dla Mariny Alimos podajcie adres Leoforos Poseidonos 18, 174 55 Alimos, a składając zamówienie podajcie w uwagach numer pirsu, nazwę jachtu, nazwę firmy czarterowej i swój telefon.
Jacht przejęty, zakupy na pokładzie, czas planować trasę!
Rejs z Aten „trasą praojców”, czyli gotowy plan rejsu
Trasa, którą proponuję, to jeden z wielu możliwych wariantów. W zależności od wiatru, nastawienia załogi, chwilowego nastroju możecie ją dowolnie modyfikować i dostosowywać do swoich potrzeb. Z drugiej jednak strony, możecie ją potraktować jako szczegółową instrukcję udanego rejsu i realizować ściśle punkt, po punkcie.
Oto plan w skrócie:
- sobota / Ateny – Agia Marina / 13 Mm
- kotwicowisko w zatoce Agia Marina
- wycieczka do świątyni Afai
- niedziela / Agia Marina – Poros / 17 Mm
- day-stop w zatoce Yerolimena lub Russian Bay
- cumowanie w porcie Poros
- plaża Paralia Kanali
- wycieczka na wieżę zegarową
- polecana lodziarnia i knajpki
- poniedziałek / Poros – Hydra / 12 Mm
- cumowanie w porcie Hydra
- lub kotwiczenie w Zatoce Mandraki
- polecane miejsce na drinka oraz restauracja na kolację
- trekking do monastyru proroka Eliasza
- wtorek / Hydra – Perdika / 22 Mm
- day-stop przy Galí i Spathí lub na Poros
- cumowanie w porciku Perdika
- miejsce na drinka, lodziarnia i obowiązkowe zakupy pistacjowe
- środa / Perdika – Epidauros / 15 Mm
- day-stop przy Moni lub przy Agistri
- delfiny
- cumowanie w Archaia Epidauros
- lub cumowanie w Nea Epidauros
- wycieczka do antycznego teatru w Epidauros
- polecana, autentycznie rodzinna grecka tawerna
- nurkowanie przy zatopionym mieście
- czwartek / Epidauros – Aegina / 20 Mm
- day-stop między wyspami Thomas i Tragonisi
- cumowanie w porcie Aegina lub na kotwicowisku
- piątek / Aegina – Ateny / xx Mm
A teraz rozbierzmy ten plan na czynniki pierwsze. Będzie długo i dość szczegółowo. Ale za to macie wiedzę z pierwszej ręki i osobistych doświadczeń, a nie wygenerowaną przez „ejaj”.
Dzień 0 · Sobota
Ateny – Agia Marina, 13 Mm
Opuszczamy Marinę Alimos zaraz po przejęciu jachtu i kierujemy się na południowy-zachód, w stronę wyspy Egina i zatoki Agia Marina. Do przepłynięcia jest zaledwie 13 mil morskich, co powinno zająć 2,5 godziny. W zatoce Agia Marina jest rozległe kotwicowisko, na którym nie zabraknie miejsca. Dlatego, nawet jeśli z Aten wypłyniecie wieczorem i złapie was zmrok, spokojnie zakotwiczycie w zatoce. Na dnie głównie dobrze trzymający piach i głębokości od 3 do 10 metrów. Jeśli dopłyniecie odpowiednio wcześnie, możecie zacumować rufą do nowo wybudowanego betonowego pirsu. Jednak wypływając w sobotę po przejęciu jachtu, trzeba założyć postój na kotwicowisku.
Miasteczko jest całkiem gwarne i mocno turystyczne. Znajdziecie tu wszelkiej maści sklepy z pamiątkami, masę knajpek i tawern. W Agia Marina nie mam swojej ulubionej, polecanej tawerny.
Dodatkową atrakcją postoju w zatoce, o ile tylko interesuje Was historia i greckie zabytki, jest możliwość zwiedzenia świątyni Afai (gr. Αφαία). Zbudowana w V wieku przed naszą erą świątynia, poświęcona była kreteńskiej nimfie Afai, która schroniła się tutaj uciekając przed królem Minosem. Zabytek jest całkiem nieźle zachowany, a obok znajduje się niewielkie muzeum. Wstęp płatny (10€/5€). Z pirsu w porcie do wejścia do świątyni jest 1.7 kilometra, ale droga wiedzie mocno pod górę. Spacer w jedną stronę to minimum 30 minut.
Dzień 1 · Niedziela
Agia Marina – Poros, 17 Mm
W niedzielę żeglujemy na południe, w stronę wyspy Poros i miasteczka o tej samej nazwie. Pierwsza godzina upłynie pod osłoną wysokich brzegów Eginy, a kolejne 10 mil na otwartej wodzie. Poros to najbardziej popularny port w tym rejonie i żeglować będziecie wraz z licznymi innymi jachtami.
Zbliżając się do wyspy Poros kierujecie się na leżący na jej zachodnim brzegu kanał między Poros a stałym lądem. Robi się tam dość wąsko i trzeba uważać na duże promy, które raczej nie przejmują się jachtami.
Jeśli dzień jeszcze młody i przed zacumowaniem w miasteczku macie ochotę na kąpiel, to właśnie teraz jest czas na decyzję. Moje ulubione miejsca na krótki postój.
Zatoczka Yerolimena znajdująca się w połowie kanału, po wschodniej stronie. Zatoka ma dwie odnogi w których można zakotwiczyć na 3-8 metrach. Miejsca nie jest wiele. Postój jest jednak warty zachodu przy kotwiczeniu. Gdyby Yerolimena była zajęta, opłyńcie latarenkę Arka Neda i dosłownie za 3 kable znajdziecie zatoczkę Russian Bay. Choć nazwa taka sobie, to miejsce jest piękne. Zatoka jest bardziej obszerna, a jej przyległości również nadają się na miły postój. Uważajcie na mieliznę między małą wysepką z zabudowaniami, a lądem. Krystalicznie czysta woda zachęca do kąpieli. Im bliżej miasteczka Poros, tym woda bardziej traci urok. Na plaży znajdziecie pozostałości rosyjskiej bazy marynarki wojennej z czasów XVIII wieku.
Po kąpieli i podniesieniu kotwicy nie ma już sensu chować odbijaczy – do Poros została mila z małym okładem. Choć ilość dostępnych miejsc w Poros jest duża, to jednak warto cumować już koło 16tej. W niższym sezonie miejsca będą i później. Ale w wysokim sezonie port zapełnia się bardzo szybko. Weźcie pod uwagę, że im wolnych zostało mniej, tym bardziej nerwowe i czasami nieprzewidywalne manewry potrafią wyczyniać niektórzy skipperzy.
W Poros cumujemy rufą do kei, z kotwicą z dziobu. Jedynym wyjątkiem jest kilka miejsc alongside przy postoju taksówek wodnych (taxi boats). Dno wszędzie trzyma bardzo dobrze.
Jachty cumują przy kei północnej i prostopadłym do nabrzeża pomoście. Niestety jachty cumujące na pomoście blisko jego podstawy oraz jachty cumujące do nabrzeża blisko pomostu tradycyjnie krzyżują kotwice. Nie ma dnia, aby rano ktoś się nie zaplątał. Jeśli możecie wybierać, cumujcie jak najbliżej szczytu pomostu lub przy nabrzeżu, ale w większej odległości od pomostu. A jeśli nie macie wyboru, to zwracajcie uwagę w jakiej kolejności leżą kotwice na sobie.
Idąc nabrzeżem w stronę południową w pewnym momencie kończy się miejsce przeznaczone dla jachtów, a zaczyna keja dla super jachtów.
Od strony południowej, przez miasteczko ciągnie się betonowe nabrzeże. Pierwszy (od zachodu) fragment to keja dla promu i wodolotu. Następnie dla taksówek wodnych. Dalej są 3-4 miejsca do cumowania alongside, zazwyczaj zajmowane przez katamarany. Po czym zaczynają się miejsca dla jachtów, które ciągną się aż do końca miasteczka. Rzucanie kotwicy przy nabrzeżu południowym wymaga bacznej uwagi na płynące kanałem jachty oraz kontroli głębokości. Zaraz za bojami wyznaczającymi tor, robi się bardzo płytko.
Wszędzie dostępne są słupki z wodą i prądem. Wczesnym wieczorem, od około 16:00, na kei pojawiają się sympatyczni pracownicy portu, którzy pobierają opłaty. Dzień postoju jachty 40-50 stopowego to mniej niż 8 EUR. Za wodę i prąd płaci się dodatkowo. Należy doładować z góry za 5 lub 12 EUR. Woda kosztuje 1,00€ / 100 litrów, prąd 1,50€ za 1 kWh (2025). Dodatkowe doładowanie wymaga poproszenia pracownika portu, co można zrobić na VHF Ch09.
Ostatnia porada. Cumując przy pomoście i kei północnej warto zostawić większy dystans od kei. Promy pływające z Poros do Galatas potrafią zrobić zaskakująco dużą falę.
A gdybyście jednak mieli pecha i nie znaleźli dla siebie miejsca przy kei, rzućcie kotwicę od zachodniej strony miasteczka. Kotwicowisko jest ogromne i spokojnie znajdziecie dogodne miejsce.
Co robić w Poros?
Poros to jedno z większych centrów turystycznych na Zatoce Sarońskiej i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Niezliczona ilość tawern, bary i kawiarnie, lodziarnie i piekarnie, sklepy z pamiątkami, biżuterią, butiki. Bank, poczta, lekarz, apteka. Ja podzielę się moimi osobistymi preferencjami.
Jeśli na pokładzie masz dzieci, którym mało kąpieli, piasku i wody, w północnej części miasteczka znajduje się plaża – Paralia Kanali. Nic oszałamiającego, ale jest piasek, łagodne wejście do wody, dla chętnych leżaki z parasolami, bar i knajpka. Jeśli cumujecie w północnej części miasteczka, do plaży macie 650 metrów. Po drodze mijacie dodatkowo mały publiczny plac zabaw.
Jeśli macie ochotę na dobre lody, zdecydowanie polecam Grand Gelato w którym od ilości smaków może zakręcić się w głowie.
Jeśli potrzebujecie uzupełnić zapasy jachtowe, tuż przy północnym nabrzeżu jest supermarket Kritikos. Większe zakupy spokojnie przewieziecie na jacht sklepowym wózkiem.
Kolejną, obowiązkową atrakcją w Poros jest wycieczka pod wieżę zegarową na zachód słońca. Biała wieża, z dumnie powiewającą grecką flagą, góruje nad miasteczkiem. Rozciąga się z pod niej wspaniały widok za zatokę, w której cumują dziesiątki jachtów. A gdy słońce zachodzi za zbocza Peloponezu robi się naprawdę romantycznie. Na wieżę dostaniecie się licznymi uliczkami wiodącymi z nabrzeża w głąb (a właściwie w górę) miasteczka. Co rusz znajdziecie wskazówki do „clock tower”. Wycieczka zajmuje 15 minut.
Plaża była. Lody były. Zakupy zrobione. Zdjęcia pod zegarem pstryknięte. Załoga odświeżona i w wieczorowych kreacjach. Czas na wybór restauracji! Wybór jest ogromny. Menu wszędzie dość podobne. Tak naprawdę trudno tutaj źle trafić. Moje, całkowicie subiektywne polecajki to:
Oasis Taverna, jeśli szukacie tradycyjnego greckiego menu w dobrym wykonaniu i domowej atmosferze. W trakcie kolacji trzeba się postarać, aby nie zaprzyjaźnić się z właścicielem i nie zostać jego najlepszymi przyjaciółmi. 🙂 Tawerna jest duża, położona tuż przy nabrzeżu i małym, miejskim placu.
Jeśli wolelibyście bardziej kameralne miejsce z mniej typowym jak na Grecję menu, to my zakochaliśmy się w Mouragio Restaurant (gr. ΜΟΥΡΑΓΙΟ Ταβέρνα), gdzie przemiłe małżeństwo uraczy Was połączeniem kuchni greckiej i włoskiej. Oprócz tradycyjnych lokalnych dań dostępne są oryginalne makarony, ravioli, sałatki. Ogródek restauracji położony jest w cichej części portu, tuż nad samą wodą. Spokojniej i bardzo urokliwie.
Dzień 2 · Poniedziałek
Poros – Hydra, 12 Mm
Dzisiejszym punktem docelowym jest Hydra, najbardziej ikoniczne, zjawiskowe i malownicze miasteczko w tym rejsie. Jego piękne położenie i wyjątkowa atmosfera przyciąga niestety masę turystów lądowych oraz żeglarzy. A w połączeniu ze starym, ciasnym i zatłoczonym portem powoduje to, że nie jest łatwo znaleźć miejsce w porcie, szczególnie w szczycie sezonu. Jeśli chcecie mieć szansę na upolowania miejsca, z Poros musicie wypłynąć koło 8:00, może 9:00 rano. Dwie, trzy godziny żeglugi i przed główkami Hydry jesteście w momencie, gdy jachty opuszczają port. Prawdopodobnie spotkacie kilkanaście podobnych sobie jednostek, które będą krążyć przed wejściem, w oczekiwaniu na okazję. Większość skipperów stara się szanować kolejność, ale nie zdziwcie się, gdy miejscowy kapitan prowadzący duży katamaran z turystami zacznie się wciskać “na bezczela”. Tutaj odbywa się prawdziwa walka o miejsce w porcie. Niestety. To dopiero początek. W samym porcie jest jeszcze gorzej.
Dla jachtów przeznaczone jest tylko około 40 metrów nabrzeża północnego od wewnętrznej strony oraz około 30 metrów nabrzeża południowego. Każde inne miejsce zajęte jest przez taksówki wodne, statek zaopatrzeniowy, promy komercyjne lub jest niedostępna ze względu na głębokość. Nie próbujcie nawet podchodzić do miejsc nieprzeznaczonych dla jachtów. Bardzo duże jachty cumują od zewnętrznej strony północnego falochronu, rzucając kotwicę na głębokości kilkudziesięciu metrów.
Gdy wpłyniecie do wnętrza portu, spotkacie się z dużym ruchem pomarańczowych taksówek wodnych, których nastawienie do żeglarzy nie jest zbyt przyjazne. Oraz z kilkoma innymi jachtami, które w pośpiechu starają się rzucić kotwicę i złapać swój skrawek kei. Jest tu zazwyczaj nerwowo. I łatwo o obcierkę lub zaplątanie kotwicy. Aby jeszcze zwiększyć skalę wyzwania – tylko kilka pierwszych jachtów cumuje rufą do nabrzeża. Kolejne jachty cumują do dziobów tych pierwszych, tworząc tratwę. Czasami tratwa ma 3 lub nawet 4 rzędy. Dość powszechne są awantury, krzyki i pretensje.
Da się spokojniej i przyjemniej
Jeśli wolelibyście zobaczyć Hydrę, ale zrobić to w bardziej spokojnej atmosferze, proponuję następujący sposób. Podpłyńcie do portu w Hydrze. Zobaczcie jak wygląda sytuacja i czy bezpiecznie jesteście w stanie zacumować. Jeśli to co zobaczycie nie spodoba się wam, niecałą milę na wschód znajduje się Zatoka Mandraki. Gdy pogoda pozwala, jest to dogodne miejsce, w którym na kotwicy stanąć może kilkadziesiąt jachtów. W zatoce staje się rufą do skałek, z kotwicą z dziobu i długimi cumami z rufy. Łańcucha trzeba rzucić tyle ile tylko macie, ponieważ głębokość szybko się zwiększa do kilkunastu i ponad 20 metrów. Tutaj również miejsca w sezonie się kończą, ale znacznie później, niż w samym porcie.
Cumować możecie na obu brzegach, uważając na bojki wyznaczające kąpielisko przy plaży. Gdy zatoka zaczyna się zapełniać, jachty cumują jeden koło drugiego. Czasami zadziwiająco ciasno. Piaszczysto-muliste dno trzyma dobrze. Zwracać trzeba jednak uwagę na szybko rosnącą głębokość.
Z Mandraki do Hydry dojdziecie bardzo malowniczą ścieżką wzdłuż wybrzeża. Spacer zajmuje około pół godziny i obfituje w piękne widoki na cieśninę. Możecie również zamówić taksówkę wodną, która zabierze całą załogę wprost z jachtu. Cena takiego kursu to 30€ w jedną stronę (45€ po zmroku). Taksówkę zamówicie przez telefon (na przykład +30 6940 43 00 63, +30 6978 925 840, +30 6908 623 830) lub wystarczy pomachać, gdy któraś będzie przepływać przez zatokę. Taksówka zabiera zazwyczaj do 8 osób.
A może spacer do miasta, a taksówką na jacht?
Co robić w Hydrze?
Samo miasteczko jest bardzo, bardzo gwarne i zazwyczaj zatłoczone. W ciągu dnia, turyści lądowi wylewają się setkami z przypływających co chwilę promów i wodolotów. Wąskie i strome uliczki pozbawione są ruchu samochodowego. Środkiem transportu zaopatrzenia i materiałów budowlanych są muły, które na pewno spotkacie na kei w porcie. Jeśli planujecie zakup pamiątek i prezentów to Hydra daje chyba największy ich wybór. Od tandetnej chińszczyzny po wysmakowane rękodzieło.
Jeśli macie ochotę na drinka lub koktajl przed kolacją z oszałamiającym widokiem na zachód słońca – Hydronetta Cocktail Bar będzie dobrym wyborem. Widok rekompensuje czasami dłuższy czas czekania na obsługę. Cena koktajli w przedziale 12-16€.
Wybór restauracji może tutaj przyprawić o zawrót głowy. Choć trudno na Hydrze źle trafić, osobiście polecam knajpkę z pięknym widokiem, świetną kuchnią i prowadzoną przez polsko-greckie małżeństwo. Restauracja Veranda. Właścicielka, przemiła Wioletta i jej grecki mąż, ugoszczą Was po królewsku! Zarezerwujcie stolik z wyprzedzeniem.
A jeśli przypłyniecie do portu wcześnie rano, szczęśliwie zacumujecie do kei i nie będziecie wiedzieć co zrobić z całym dniem, to podsuwam jeszcze pomysł na fajny trekking. Jeśli macie energię i chcecie się troszkę zmęczyć, to spacer do monastyru Proroka Eliasza (eng. Prophet Elias Monastery, gr. Moni Profitou Iliou) będzie w sam raz. Szlak rozpoczyna się w centralnej części portu i wiedzie przez miasteczko, a później betonową ścieżką, w dużej części zacienioną drzewami pinii. Droga wije się pod górę, gdyż monastyr położony jest prawie 500 metrów nad poziomem morza, z którego przecież startowaliście. Przejście 3.5 kilometra i pokonanie 474 metrów przewyższenia zajmuje około półtorej godziny. Jednak widok rozciągający się z klasztoru i jego tarasów widokowych wynagradza wysiłek. Zobaczycie piękną panoramę na całą cieśninę, na Peloponez i wyspę Dokos.
Dzień 3 · Wtorek
Hydra – Perdika, 22 Mm
Wracamy na Zatokę Sarońską. Dziś do przepłynięcia są 22 mile morskie, a celem wioska Perdika na południu wyspy Egina. Po drodze są dwa miejsca, gdzie możecie zrobić krótki przystanek na rzucenie kotwicy i kąpiel w morzu. Pierwsze, już po 6 milach, między wysepkami Galí i Spathí. Znajdziecie tutaj niewielkie zatoczki, z głębokością kilku metrów i dobrze trzymającym piaskiem na dnie. Jeśli nie skorzystacie z tej propozycji, druga okazja do daystop’a pojawi się za kolejne 6 mil. Na północnym wybrzeżu wyspy Poros znajdują się dwie dogodne zatoczki: Vagionia i Bisitiou. W tej drugiej wielokrotnie zostawałem na noc, cumując z kotwicą z dziobu i cumami na brzegu. W bezchmurną noc rozgwieżdżone niebo, niezakłócone żadnymi lądowymi światłami, robi ogromne wrażenie.
Kolejne 10 mil morskich i dotrzecie przed główki porciku Perdika. To miejsce, gdzie jachty coraz bardziej wypierają małe, rybackie kutry rybackie. Ale miejscowość nadal zachowuje uroczy klimat.
Nie zostawiajcie cumowania na późny wieczór. Już około 16:00 robi się w porcie tłoczno i z każdą chwilą ubywa miejsc przy kei. W całym porcie cumujecie rufą do kei z kotwicą rzuconą z dziobu. Wyjątkiem są dwa miejsca dla katamaranów (płytko!), które mogą stanąć do kei burtą. Jachty zajmują pierwszy od wejścia basen i pojedyncze miejsca w drugim basenie. Jeśli miejsc przy kei już nie ma, kilka jachtów może stanąć przy południowym brzegu, z długimi cumami rufowymi. Dwa betonowe pirsy na zewnątrz falochronu przeznaczone są dla dużych jachtów.
Osobiście uwielbiam usiąść pod koniec dnia w jednym z barów na nabrzeżu, i znad szklaneczki zimnego piwa obserwować zapełnianie się portu. Od momentu, gdy mówię sobie „to już ostatni, nikt więcej się nie zmieści” zazwyczaj cumuje jeszcze dobrych kilka jachtów. Taka jest Grecja.
Na kei znajdziecie nowoczesne słupki z prądem i wodą. Do ich obsługi niezbędna jest karta, którą kupicie u obsługi mariny, gdy przyjdzie wieczorem po opłatę. Możecie też zapytać o karty w kiosku, przy wejściu na promenadę. Opłaty portowe – jak to w tej części Grecji – są śmiesznie niskie. Rzędu kilku euro za jacht.
Co robić w Perdice?
Odpoczywać, jeść, pić i kupować przetwory pistacjowe. Niewiele więcej jest tutaj do roboty. Mój typowy dzień w Perdice składa się z kilku rytuałów. Po zacumowaniu i ogarnięciu jachtu i załogi, idziemy na wieczornego drinka do jednego z barów znajdujących się na wysokości podstawy falochronu. Stąd doskonale widać cały port oraz piękną panoramę na półwysep Methana i wyspę Moni. To właśnie nad nimi zachodzi słońce, malując piękne obrazy. Jeśli planujecie kolację w restauracji, przejdźcie się deptakiem wzdłuż którego położone są knajpki. Większość ma wystawione na lodzie dzisiejsze ryby oraz kruszejące na słońcu ośmiornice. To czas na rezerwację stolika. W Perdice nie udało mi się źle trafić, więc polecam każdą knajpkę jednakowo.
Przed kolacją warto wybrać się również na krótki spacer wzdłuż cypla, okrążając kościół. Tu otwiera się widok na północną Eginę, wyspę Moni i Agistri. Wycieczka zajmie 20 minut i jest warta poświęcenia tego czasu, nawet po zmroku.
Następnego dnia rano świeże pieczywo kupicie w malutkim, wiejskim sklepiku, szumnie zwanym supermarketem. Na poranną grecką kawę lub najlepsze w Perdice lody wstąpcie do Gelato Follia, a najsmaczniejsze pistacjowe prezenty dla bliskich i siebie samych kupicie w rodzinnie prowadzonym sklepiku Mama’s Shop, gdzie każdego produktu możecie przed zakupem skosztować.
Wspominałem już, że w Perdice jest mała plaża? Moje dzieciaki nigdy jej nie odpuściły. Uważajcie tylko na jeżowce. Plaża jest czysta, ale zdarza się, że jakiś kolczasty kolega przybłąka się w jej okolicę.
Dzień 4 · Środa
Perdika – Epidauros, 15 Mm
Środek tygodnia i połowa rejsu. Czas na zapuszczenie się w głąb Zatoki Sarońskiej, pod sam Peloponez. Do przepłynięcia jest 15 mil morskich i dwie doskonałe okazje do krótkiego postoju na kotwicy po drodze.
Tuż po wyjściu z Perdiki popłyńcie od północnej strony wysepki Moni. Są tam dwie zatoczki z kotwicowiskami. Ja proponuję rzucenie kotwicy po zachodniej stronie wystającego cypelka na głębokości poniżej 10 metrów. Woda jest tu krystalicznie przejrzysta, a na brzegu spotkacie dziko żyjące pawie i daniele. To znana tutejsza atrakcja.
Jeśli z samego rana nie mieliście ochoty na kąpiel przy wyspie Moni, kolejna okazja trafia się, gdy będziecie mijać południowo-zachodni kraniec wyspy Agistri. Cieśnina między wysepką Dorousa a Agistri oraz trzy małe zatoczki tuż obok są świetnym miejscem na wskoczenie do wody i popływanie z maską i fajką. Postój wypada idealnie w połowie drogi.
Po podniesieniu kotwicy, do portu zostaje 8 mil morskich. I powiem Wam, że moje dzieci przez te 8 mil zazwyczaj są cały czas na dziobie i uważnie lustrują horyzont. Prawie zawsze w drodze do Epidauros spotykaliśmy delfiny! Oczy dookoła głowy!
Dwa porty do wyboru: Archaia Epidauros i Nea Epidauros
Choć w planie rejsu podałem Epidauros, to tak naprawdę są to dwa osobne porty. Większy, bardziej na południe, Archaia Epidauros – czyli „starożytne” Epidauros. Oraz położony 2 mile morskie na północ Nea Epidauros. Mniejszy, nowszy porcik na kilka jachtów.
Archaia Epidauros położony jest w naturalnej zatoce, do której wejścia broni mielizna. Do zatoki i do portu trzeba wpłynąć przez bramkę dwóch murowanych staw. Po ich minięciu otworzy się przed Wami obszerne kotwicowisko (do 5 metrów głębokości, piach/muł, świetnie trzyma), które może przyjąć kilkadziesiąt jachtów. Betonowe nabrzeże miejskie znajduje się na południe od prostopadłego pirsu. Cumowanie, tradycyjnie, z kotwicą z dziobu. Zmieści się około 10 jachtów. Niektórzy cumują również do głowicy pirsu dla promów, gdzie mogą zmieścić się nawet 3-4 jachty. Na kei są słupki z wodą i prądem. Opłaty portowe zbierane są wieczorem przez pracownika portu.
Jeśli szukacie miejsca na kolację, omińcie w porcie wszystkie restauracje z pięknym widokiem i wystawnymi ogródkami. Wybierzcie się do niepozornej, z zewnątrz jakby zaniedbanej knajpki Vasiliki Grill (gr. Ψητοπωλείο Βασιλική). Tutaj znajdziecie bardzo autentyczną, domową grecką kuchnię. Karta menu jest tylko formalnością. Najważniejsze jest to, co akurat tego dnia właściciele przygotowali dla gości. Nie zdziwcie się, gdy właściciele zaproszą Was do kuchni, pokażą co jest w garnkach i co sami polecają. Warto im zaufać. Warto zamówić wspólne dania do podziału na wszystkich. Białe obrusy i elegancko przybrane talerze będą gdzie indziej. Tutaj będzie 100% Grecji w Grecji.
Nea Epidauros to mniejszy porcik, nieco na północ od starego Epidauros. Pomieści około 10 jachtów wewnątrz i 4-5 na zewnętrznym falochronie, o ile zafalowanie pozwala na taki postój. Co ciekawe, wewnątrz portu cumuje się na mooringach, bez kotwicy. Choć miejsce przy slipie, w północnej części portu, oznaczone jest zakazem cumowania, nawet urocza pani bosman zachęcała nas do stanięcia tam.
Słupki z wodą i prądem przy każdej kei. Nie wymagają karty. Pani bosman pojawi się wieczorem i rano, aby zebrać opłaty portowe. Jak to w Grecji, więcej wypisywania rachunków i potwierdzeń, niż warta jest opłata kilku euro za postój.
Niewątpliwą atrakcją Nea Epidauros są położone wprost na plaży restauracje. Kolacja pod parasolem, z piaskiem pod stopami i szumiącym morzem 3 metry od stolika smakuje jeszcze lepiej niż zwykle. A gdy dodamy do tego widok na wysokie góry Peloponezu schodzące wprost do morze, potrafi zrobić się bajkowo. Osobiście nigdy nie zawiodłem się na drugiej od strony portu tawernie o nazwie Ta Kýmata (gr. Τα Κύματα), czyli „Fale”. Jakże dobra nazwa dla knajpki w takim miejscu.
A jeśli żeglujecie z dziećmi, to pewnie nie będziecie ich w stanie zatrzymać przed niekończącą się serią skoków do wody z pirsu. Całe szczęście to długie szaleństwo można obserwować ze stolika tuż obok, spokojnie sącząc zimne Frappe.
Co robić w Epidauros?
Niezależnie czy zatrzymaliście się w starym czy nowym Epidauros, czekają na Was dwie atrakcje: wycieczka do antycznego teatru oraz nurkowanie nad zatopionym miastem. Brzmi fajnie?
W odległości 20 minut jazdy taksówką (16 km od Archaia, 22 km od Nea Epidauros) znajduje się jeden z największych antycznych teatrów w Europie. Zbudowany w IV w p.n.e. teatr dla 14.000 widzów (!!!) nie jest największą tego typu budowlą, ale ma absolutnie najlepszą akustykę. Możecie to sprawdzić samemu. Szept lub brzdęk upuszczonej na scenie monety słychać doskonale nawet w najwyższych rzędach widowni. Choć jest to zabytek wpisany na listę dziedzictwa światowego UNESCO, to regularnie odbywają się tu przedstawienia teatralne. I robią ogromne wrażenie. Choć nie jest łatwo trafić na nie w trakcie rejsu.
Wizytę w teatrze łatwo zorganizujecie przy pomocy lokalnego taksówkarza. Zabierze do 4 osób, zawiezie do teatru, poczeka na miejscu 2,5 godziny, co w zupełności wystarczy na zwiedzenie teatru i muzeum i przywiezie Was do portu. Całość kosztuje 50 EUR z Archaia Epidauros i 60€ z Nea Epidauros. Bilety wejściowe kupicie na miejscu. (20€ dorosły / 10€ ulgowy).
W samym miasteczku Archaia Epidauros znajduje się tak zwany mały teatr w Epidauros. Z portu macie do niego 5 minut spaceru, a zwiedzanie jest darmowe. Jednakże skala zabytku jest nieporównywalna z dużym teatrem.
Kolejna atrakcja czeka Was tuż po wypłynięciu z portu. Półtorej mili z Archaia Epidauros na południe, na głębokości 1-2 metrów, znajdują się ruiny antycznego domostwa. Kotwicę rzucicie bezpiecznie na głębokości 8-10 metrów przed zatopionymi ruinami. Na miejsce możecie popłynąć wpław, z SUP-em lub pontonem. Tuż pod powierzchnią wody znajdziecie fundamenty rzymskiej willi. Bardzo wyraźnie zachowane są obrysy ścian budynku oraz okrągłe miejsca po amforach. Jest to ciekawostka na szybki snorkeling, ale warta zobaczenia.
Dzień 5 · Czwartek
Epidauros – Aegina, 20 Mm
Przedostatni dzień rejsu planuję zazwyczaj bardziej żeglarsko. Plan jest taki: 11 mil żeglugi i postój na kąpiel przy wyspach Thomas i Tragonisi, a następnie 9 mil do Aeginy, czyli stolicy wyspy Egina.
Aby nie powtarzać postoju w zatoczkach przy Agistri, popłyńcie na północny-wschód ku niezamieszkałej wyspie Thomas. Od jej południowej strony znajduje się przesmyk między wyspą Thomas a Tragonisi. To rewelacyjne miejsce na rzucenie kotwicy i wskoczenie do wody z maską i fajką. Stanąć możecie po zachodniej stronie przesmyku lub po stronie wschodniej. Wypłycenie między wysepkami pozwala przejść w wodzie po kolana z jednego brzegu na drugi.
Po podniesieniu kotwicy skierujcie się na południowy-wschód – ku stolicy Eginy, miasteczku Aegina. Po 9 milach dotrzecie przed główki portu. Po prawej stronie znajduje się duża marina, ale tylko dla małych prywatnych jachtów. Nie próbujcie tam wpływać. Wewnątrz portu miejsca dla jachtów znajdują się przy północnym nabrzeżu. Blisko małego wystającego pirsu, nabrzeże pomalowane jest na żółto-czarne pasy. Tutaj możecie stanąć tylko za zgodą portu i musicie wypłynąć przed 08:00 następnego dnia. Kilka jachtów może stanąć przy nabrzeżu tuż przy wschodniej główce. Jeśli zobaczycie wolne miejsca przy dwóch drewnianych pomostach, możecie tam stanąć, o ile uda się Wam uzyskać czyjąś zgodę. Czyją? Toż to Grecja… czyjąkolwiek. 😉 Są to miejsca prywatne, ale często zajmowane przez jachty gości.
Ostatnia możliwość stanięcia w Aeginie to nabrzeże zewnętrzne. Jego początek przeznaczony jest wyłącznie dla promów. Jeśli pogoda jest spokojna (i taka ma pozostać również przez noc) możecie zacumować na długiej kotwicy rufą do dalszego fragmentu tego nabrzeża. Zostawcie maksymalny dystans między keją a rufą jachtu. Na ile tylko wystarczy Wam trapu. Promy potrafią zrobić tam trochę nieprzyjemnej fali.
W Aeginie postój standardowo na kotwicy. Słupki z wodą i prądem są dostępne w większości miejsc. Opłatę portową opłacicie w Port Police, na I piętrze.
Jeśli nie znajdziecie miejsca w porcie, pozostaje rzucenie kotwicy na rozległym kotwicowisku rozciągającym się na południe od portu. Głębokości od 3 do 7 metrów, dno niejednolite. Gdzieniegdzie trawa, twardy piach, kamienie. Trzeba uważnie zaciąć kotwice i upewnić się, że dobrze trzyma.
Co robić w Aeginie?
Aegina to bardzo gwarne i turystyczne miasteczko. Jest też ulubionym miejscem na weekendowy wypad „za miasto” dla Ateńczyków. Główna ulica biegnąca wzdłuż portu jest ruchliwa i głośna. W pierwszym rzędzie zabudowań zlokalizowane są głównie kawiarnie, lodziarnie i bary. Zapuszczając się głębiej w gąszcz uliczek znajdziecie zwykłe greckie miasteczko. Pomieszanie sklepów, butików, restauracji i wszelkiego rodzaju mikro biznesów. Ma to swój urok, choć osobiście Aeginę odbieram jako nieco męczącą.
Jeśli w Perdice nie kupiliście pistacji i przetworów (lub już zdążyły zniknąć…) to w pobliżu kas biletowych na promy znajdziecie kioski z tymi pysznościami, łącznie z oficjalnym punktem stowarzyszenia producentów pistacji. Pamiętajcie tylko, że tutejsze pistacje mają nieco inny smak niże te do których jesteśmy przyzwyczajeni w polskich sieciowych marketach.
Jeśli planujecie kolację, nie mam w Aeginie bardzo mocnej rekomendacji. W wielu odwiedzonych restauracjach było smacznie, klimatycznie i grecko. Najbardziej na plus wyróżnia się położona nieco na uboczu Mpakalogatos (gr. Μπακαλόγατος). Standardowa grecka karta menu, bardzo uczciwie przygotowane dania, sprawna i sympatyczna obsługa.
Dzień 6 · Piątek
Aegina – Ateny, 18 Mm
Ostatni dzień rejsu. Ostatnie 18 Mm do pokonania. To moment w którym pojawia się nieco smutku. W naszej rodzinie radzimy sobie z nim bardzo prosto: ostatniego dnia planujemy kolejny rejs. I od razu jest łatwiej.
Mapa ostatniego etapu wygląda tak, że po drodze zupełnie nie ma gdzie stanąć na postój w ciągu dnia i ostatnie skoki do wody. Dlatego tradycyjnego day-stopa możecie zrobić tuż po wypłynięciu z Aeginy, pod piaszczystą wysepką Metopi (gr. Μετώπη). Uważajcie tylko na głębokość, która schodzi w tym rejonie nawet do 2 metrów. A jeśli nie tu, to dopiero pod samą Mariną Alimos, przy plaży. Choć to rozwiązanie jest mniej atrakcyjne, bo otoczenie – w porównaniu do poprzednich kotwicowisk – jest najmniej urocze.
Pozostaje zatem opłynąć Eginę od północy, przeciąć niezbyt uczęszczany tor wodny do Pireusu i wpłynąć przed 18:00 do Mariny Alimos. Im bliżej główek, tym zagęszczenie wracających na tą samą godzinę jachtów czarterowych robi się większe. Dobrym zwyczajem jest ustawienie się w kolejkę i wchodzenie do mariny jeden po drugim. Tak robi 80% żeglarzy. Niestety zawsze trafi się cwaniak, który niby to przypadkiem zetnie zakręt i wyprzedzi kilka jachtów. Cierpliwość, ostrożność i nerwy na wodzy bardzo się tu przydają. Przy spokojnej pogodzie wszystko odbywa się dość sprawnie i bezstresowo. Gdy wiatr osiąga więcej niż 20 węzłów, zarówno przed mariną, w wejściu, jak i w środku bywa nerwowo. Przy silniejszym wietrze obsługa mariny i poszczególnych firm czarterowych wypływa na pontonach i stara się kierować ruchem.
W samym cumowaniu aktywnie będą pomagać pracownicy firmy czarterowej. Jeszcze w piątek jacht zostanie zatankowany pod korek paliwem. Cysterna samochodowa podjeżdża na sam pirs i rozciąga długie węże pod rufę jachtu. Preferowana płatność gotówką, przy której można nieco negocjować cenę.
Zazwyczaj, również w piątek wieczorem, jacht zostanie odebrany przez armatora (check-out) i obejrzany od spodu przez nurka. Podpisanie protokołu zakończenia czarteru, zwolnienie kaucji i tak oto kończy się rejs.
Pozostaje jeszcze ostatnia kolacja. Niezależnie na którą restaurację się zdecydujecie, koniecznie zróbcie rezerwację. Najlepiej jeszcze w czwartek. Setki jachtów kończy czarter w tym samym dniu. I setki głodnych załóg ma takie same plany na piątkowy wieczór…
Najbliżej mariny znajduje się duża restauracja Edem (gr. Έδεμ), której stoliki ustawione są na plaży. Daje to doskonały klimat na ostatnią rejsową kolację z widokiem na Zatokę Sarońską i zachodzące nad nią słońce. W piątek będzie tu tłoczno i gwarno. Zdarzają się śpiewy i interakcje między kończącymi przygodę załogami jachtów. Jedzenie jest po prostu uczciwe, a obsługa dwoi się i troi, aby wszystko odbywało się sprawnie.
Drugim wyborem jest Taverna Vassilis znajdująca się w odległości 15 minut spaceru. Standardowa grecka knajpka, ze standardowym greckim menu i standardową grecką jakością jedzenia. W piątkowy wieczór pełna załóg kończących rejsy.
Ostatnią polecajką jest restauracjaTo Nisi (gr. Το Νησί), która wyróżnia się tym, że oferuje menu „płacisz i jesz ile chcesz”. Za 16€ od osoby można zamawiać dowolną ilość wymienionych w menu dań, głównie w formie przystawek. Ma to swój urok i klimat, choć sama restauracja bardziej przypomina bar.
Podsumowanie
Zatoka Sarońska oraz jej najbliższe okolice oferują znacznie więcej niż opisany przeze mnie plan rejsu. W obrębie samej zatoki pozostaje wiele ciekawych portów, żeby wymienić choćby Vathi, Korfos, Agistri, Mathana, a kawałek dalej jest wyspa Dokos i Spetsa, port Ermioni czy Porto Cheli. Nie mówiąc o niezliczonej liczbie miejsc na fajnego day-stopa, czy nocleg na kotwicy.
Nie warto kończyć eksplorowania tego rejonu już po pierwszym rejsie. Ten fragment Grecji ma naprawdę dużo do odkrycia!